Jak będzie wyglądać Ziemia za 50 lat? W jakim miejscu znajdzie się człowiek? Czy spełni się katastroficzna wizja przyszłości: wody z roztopionych lodowców zaleją świat, oszalałe słońce wypali żyzne grunty, zapanuje wielki głód, a gatunki zaczną po kolei wymierać?

Wiek Głupoty, koniec świata

Na te oraz wiele innych pytań próbują odpowiedzieć twórcy filmu “Wiek Głupoty” (Age of stupid). Film ten jest ambitnie zrealizowaną próba przepowiedzenia naszej nieodległej przyszłości. Po globalnym kataklizmie ostatni ludzie budują schron, w którym jak w biblijnej Arce przechowywane są ostatnie okazy owadów, zwierząt i roślinności. (podobne schrony budowane są już teraz: “Podziemny bank nasion – Skarbiec Zagłady”)

W filmie znajdziemy wiele ciekawie zrealizowanych animacji, które pokazują ewolucję gatunku ludzkiego, historię wojen o surowce, proporcje zużycia energii przez mieszkańców USA, Europy i krajów Trzeciego Świata. Przygnębiającą wymowę swego filmu autorzy przełamują kilkoma portretami współczesnych Don Kichotów: Guya Piersa walczącego o budowę wiatraków (sic!) na terenie jednego ze szkockich hrabstw czy Fernanda Pareau, wieloletniego przewodnika górskiego z Chamonix, który sprzeciwia się rozbudowie tuneli pod Alpami.

Obejrzyj film “Wiek Głupoty” »

Polecam i życzę miłego seansu :)

Dwa lata temu Norwedzy otworzyli podziemny bank nasion nazywany też “Skarbcem Zagłady”, lub “Kryptą Dnia Sądu Ostatecznego”. Od tamtej pory zgromadzono już pół miliona próbek, czyniąc norweski skarbiec największym zbiorem nasion na świecie.

Svalbard - skarbiec zagłady

Można tu znaleźć jedną trzecią nasion roślin uprawnych z całego świata. W tym momencie mamy całą różnorodność świata. I najlepiej zabezpieczone próbki – mówi Cary Fowler, który kieruje tym niezwykłym skarbcem.

Podziemną “Arkę Noego” wybudowano we wnętrzu granitowej góry na norweskiej wyspie Spitsbergen, 1000 km od bieguna północnego. Schron posiada trzy komory, każda o głębokości 20 metrów, 10 metrów szerokości i 6 metrów wysokości. W pomieszczeniach stale utrzymywana jest temperatura -18 stopni Celsjusza, którą utrzymuję automatyczny system monitoringu, czuwa on też nad bezpieczeństwem całego kompleksu.

Już teraz zbiory na norweskiej wyspie są imponujące, ale nadal brakuje tam wielu cennych próbek. – Nie mamy kolekcji z Etiopii, niektórych materiałów z Indii oraz paru z Chin – mówi Fowler.

Na pewno prawie każdy z nas zastanawiał się co by się stało gdyby nagle wszyscy ludzie zamieszkujący błękitną planetę zniknęli z jej powierzchni. Jak długo przetrwałyby nasze domy co by się stało ze zwierzętami i roślinami, kiedy zgasłyby ostatnie światła, na te oraz wiele innych pytań odpowiedź można znaleźć w książce Alana Weismana Świat bez nas, lub w filmie dokumentalnym Life After People (zobacz na YouTube).

Life After People

Na stronie książki Świat bez nas możemy znaleźć informacje przedstawiające wydarzenia w różnych odstępach czasu od zniknięcia człowieka:

2 dni po zniknięciu ludzi: Bez pomp tunele nowojorskiego metra zostaną zalane wodą.

7 dni: Zabraknie awaryjnego paliwa dla generatorów spalinowych, które napędzają obieg wody chłodzącej rdzenie elektrowni atomowych.

1 rok: Na całym świecie uratuję się miliard ginących corocznie ptaków, gdy przestanie działać oświetlenie wież nadajników radiowych i komunikacyjnych i ostygną przewody wysokiego napięcia. Zwierzęta zaczną wracać do miejsc, w których reaktory atomowe uległy awarii i spłonęły. Wyginą wszy żyjące na ludzkim ciele.

3 lata: Bez ogrzewania popękają rury we wszystkich miastach strefy umiarkowanej i chłodniejszych. Budynki zaczną uginać się pod brzemieniem ich puchnącej i kurczącej się zawartości; rozejdą się spoiny między i ścianami i liniami dachów. Bez ogrzewanego schronienia karaluchy żyjące w klimacie umiarkowanym wymrą po jednej lub dwóch zimach.

10 lat: Zniknie dach stodoły, w którym wykonano kwadratową dziurę o boku 45cm.

20 lat: W ciągu 20 lat zalane zostaną stalowe słupy, które podtrzymują ulice w nowojorskiej dzielnicy East Side, skorodują i powyginają się. Kanał Panamski zamknie się co doprowadzi do ponownego połączenia się obu Ameryk. Popularne warzywa ogrodowe zmienią się z powrotem w niejadalne dzikie szczepy.

100 lat: Po ustaniu handlu kością słoniową liczebność populacji słonia, wynosząca dziś pół miliona, zwiększy się dwudziestokrotnie. Populacje drobnych drapieżników – szopów, lisów, łasic – zmaleją w skutek konkurencji z niezwykle skutecznymi zdziczałymi kotami domowymi.

300 lat: Zawalą się nowojorskie mosty. Zapory na całym świecie będą przeciekać; woda będzie przelewać się nad nimi i obalać je. Miasta zbudowane w deltach rzeki, takie jak Houston, zostaną spłukane

500 lat: W klimacie umiarkowanym przedmieścia zostaną zastąpione przez las; poza kilkoma pagórkami teren zacznie przypominać to, co zobaczyli po przybyciu pierwsi budowlańcy lub rolnicy, których budowlańcy wykupili. Wśród drzew będą się poniewierać na wpół ukryte w bujnym poszyciu aluminiowe elementy zmywarek i pralek oraz nierdzewne garnki, z popękanym, lecz wciąż całymi plastykowymi uchwytami.

Tysiące lat: Wszelkie wciąż stojące mury w Nowym Jorku zostaną obalone przez lodowce. Jedynymi nienaruszonymi obiektami ludzkiego pochodzenia będą te, które zbudowano głęboko pod ziemią, jak Eurotunel pod kanałem La Manche.

35 000 lat: Ołów, którym skażono przyrodę w erze przemysłowej, zostanie wreszcie usunięty z gleby (kadm po 75.000 lat)

100 000 lat: Stężenie CO2 powróci do poziomu sprzed powstania człowieka (może to potrwać dłużej)

250 000 lat: Stężenie plutonu w bombach atomowych, których metalowe korpusy skorodują dużo wcześniej, stanie się tak niskie, że jego promieniowanie będzie nierozpoznawalne w naturalnym ziemskim promieniowaniu tła.

Setki tysięcy lat: Powstaną bakterie rozkładające tworzywa sztuczne.

7 200 000 lat: Szczątki Mt. Rushmore – góry w której zboczu wyrzeźbiono twarze amerykańskich prezydentów – będą wciąż rozpoznawalne mimo naporu uderzeń asteroidów i trzęsień ziemi. Wytworzone przez człowieka trujące związki chemiczne takie jak polichlorowane bifenyle i dioksyny, prawdopodobnie również będą nietknięte, choć w większości zagrzebane pod powierzchnią gleby.

10 200 000 lat: Rzeźby z brązu będą wciąż rozpoznawalne.

3 miliardy lat: Życie będzie wciąż rozkwitać na ziemi, choć prawdopodobnie w formach, jakich nie bylibyśmy w stanie sobie wyobrazić.

4,5 miliarda lat: Ilość zubożonego uranu-238 , którego w samych Stanach Zjednoczonych pozostaje pół miliona ton, zmaleje o połowę. Ziemia zacznie się ocieplać w miarę powiększania słońca. Wciągu co najmniej kolejnego miliarda lat mikroorganizmy przypominające wczesne formy życia na ziemi przewyższą wszystkie inne formy życia.

Ponad 5 miliardów lat: Ziemia spłonie, jak umierające Słońce będzie zmieniać się w czerwonego olbrzyma i połykać planety wewnętrzne.

Wieczność: Nasze audycje telewizyjne i radiowe, zapewne w postaci urywków, będą wciąż przemierzać Wszechświat.

W nocy z 14 na 15 maja miał zostać uruchomiony największy na świecie akcelerator cząsteczek elementarnych: Large Hadron Collider (LHC). Jednak na razie start akceleratora przesunięto na początek lipca. Akcelerator ten ma umożliwić naukowcom poznanie zagadek wszechświata, a nawet podróże w czasie – takiego zdania są rosyjscy matematycy Irina Arefiewa i Igor Wołowicz.

Large Hadron Collider

Od momentu publikacji prac Alberta Einsteina wiemy, że z czasem mogą dziać się różne dziwne rzeczy. Pod wpływem ruchu czy grawitacji może on zwalniać lub przyspieszać, a przestrzeń się deformuje. Te zjawiska są dla nas już tak pospolite, że system GPS bierze je pod uwagę przy wyznaczaniu pozycji. Natomiast cofanie się w czasie ma w tej chwili status fenomenu, którego teoria nie wyklucza, ale eksperymentalnie nie udało się go potwierdzić.

Z podróżami w czasie związane jest pojęcie wormhola, czyli tunelu czasoprzestrzennego, które wymyślił 80 lat temu niemiecki matematyk Hermann Weyl (choć sama nazwa pojawiła się dużo później). To hipotetyczna “droga na skróty” przez czas i przestrzeń. Uczony stwierdził, że jeżeli continuum czasoprzestrzenne się zakrzywia, to mogą istnieć tunele, które łączą jego odległe punkty, czyli przyszłość z przeszłością i na odwrót. Takich skrótów nie udało się jednak dotąd odkryć. Arefiewa i Wołowicz twierdzą, że wormhole można utworzyć, a LHC będzie pierwszym odpowiednim do tego celu narzędziem.

Large Hadron Collider, czyli wielki zderzacz hadronów, to potężna konstrukcja. Jej głównym elementem jest tunel w kształcie pierścienia o obwodzie przeszło 26 km, zakopany od 50 do 170 metrów pod ziemią. Oprócz tego naukowcy z CERN gdzie powstał pierwszy internet, zbudowali drugi specjalnie na potrzeby eksperymentu. Siecią optyczną połączono 55 tys. serwerów na całym świecie. Najlepsze routery i brak styczności z zaczopowanym internetem nr 1 pozwoliły pobić jego prędkość 10 tysięcy razy. Aż taka potrzebna jest, by przejąć dane z nowego akceleratora cząsteczek.

To, że LHC jest największym akceleratorem na świecie, wiąże się z kolejnym “naj”: energia wyzwolona podczas zderzenia paru protonów, rozpędzonych w przeciwnych kierunkach, osiągnie w nim wartość 14 teraelektronowoltów. To siedem razy więcej niż w najpotężniejszym dziś akceleratorze amerykańskim Tewatronie. Dwoje rosyjskich matematyków uważa, że taka mikroeksplozja będzie w stanie poszarpać czasoprzestrzeń i stworzyć w niej niespotykane dotąd fenomeny.

Ale nie wszyscy się cieszą. Grupa specjalistów straszy, że eksperymenty, które chcą przeprowadzać konstruktorzy akceleratora, mogą skończyć się tragicznie. Badacze będą zderzać ze sobą protony z taką siłą, która może poszarpać czasoprzestrzeń. Ale może też dać początek reakcji cieplnej, która – jak ostrzegają niektórzy specjaliści i to całkiem na poważnie – może zniszczyć całą planetę. Walter F. Wagner i Luis Sancho poszli nawet do sądu – chcą, by zakazał on naukowcom przeprowadzania takich eksperymentów.

Negatywnych scenariuszy jest wiele, najbardziej prawdopodobnym z nich jest awaria w wyniku której powstanie wielka czarna dziura, która następnie wchłonie wszystko lub stanie się portalem do alternatywnej rzeczywistości. Naukowcy przekonują jednak, że są to tylko odległe spekulacje, a akcelerator, który zbudowali jest zupełnie bezpieczny i nie ma żadnych powodów do obaw.

Źródło: Dziennik.pl

Niestabilna orbita Merkurego

Kwiecień 30, 2008

Wewnętrzny Układ Słoneczny, wobec silnego wpływu grawitacyjnego Jowisza, nie jest tak stabilny jak na początku myśleliśmy – informują dwa nowe artykuły opublikowane na łamach czasopism “Icarus” oraz “Astrophysical Journal”.

Ostatnie dni przyniosły dwa nowe artykuły omawiające stabilność orbit planet bliskich Słońcu. Wyniki swoich komputerowych symulacji opisał w czasopiśmie “Icarus” Jacques Laskar z Paris Observatory, a swoje wyniki w “Astrophysical Jorunal” przedstawili Konstantin Batygin i Gregory Laughlin z University of California z Santa Cruz.

Najpierw złe wieści. Z obu symulacji wynika, że w długiej skali czasowej orbita Merkurego wcale nie jest tak stabilna jak przypuszczano wcześniej. Planeta ta już porusza się o orbicie, która jest spłaszczona w stopniu największym ze wszystkich planet (nie liczymy planety karłowatej – Plutona). OFE Olsztyn Co więcej obliczenia pokazują, że jej spłaszczenie, na skutek perturbacji grawitacyjnych Jowisza, może wzrastać.

Poważne problemy zaczną się, gdy orbita Merkurego zacznie przecinać się z orbitą Wenus. Symulacje pokazują wtedy cztery tragiczne scenariusze: Merkury może spaść na Słońce, może zostać wyrzucony z Układu Słonecznego, może zderzyć się z Wenus i, co najgorsze, może zderzyć się z Ziemią powodując najbardziej tragiczny kataklizm w jej dziejach.

Teraz dobre wieści. Z obliczeń wynika, że w czasie najbliższych 5 miliardów lat jest tylko 1% szans, ze orbita Merkurego wydłuży się na tyle, że sięgnie swoim aphelium orbity Wenus. Mamy więc 99% szans, że nic poważnego nam nie grozi.

Źródło: Wirtualna Polska

Gdyby państwa posiadające stosunkowo niewielki arsenał nuklearny, takie jak np. Indie czy Pakistan, postanowiły użyć swych bomb atomowych, skutki tych wybuchów odczułby cały świat – ostrzegają naukowcy z University of Colorado na łamach “Proceedings of the National Academy of Sciences”. Zespół pod kierunkiem Michaela Millsa postanowił odpowiedzieć na pytanie: co by się stało, gdyby dwa kraje odpaliły po 50 bomb atomowych wielkości tej, która uderzyła w Hiroszimę?

 Wybuch jądrowy

Według symulacji komputerowych zasadniczym skutkiem wojny nuklearnej byłyby ogromne pożary terenów miejskich, dzięki którym do stratosfery (15 – 55 km nad powierzchnią Ziemi) dostałoby się ok. 5 mln ton sadzy. Sadza zaabsorbowałaby część promieniowania ultrafioletowego, co doprowadziłoby do ogrzania znajdujących się w powietrzu gazów. W rezultacie doszłoby do ciągu normalnie niezachodzących reakcji chemicznych, w czasie których tlenki azotu zaczęłyby oddziaływać z tlenem.

A to doprowadziłoby do dramatycznego spadku ilości ozonu w atmosferze. Naukowcy obliczyli, że na średnich szerokościach geograficznych ilość ozonu w stratosferze zmniejszyłaby się od 20 do 40 proc. Na północy byłoby znacznie gorzej – tam warstwa ozonu byłaby od 50 nawet do 70 proc. mniejsza. Co gorsza, spadek ten utrzymywałby się długo. “Symulacja pokazała, że większość ubytku utrzymywałaby się przez 5 lat, a przez 5 kolejnych nadal odczuwalibyśmy skutki zmniejszonej ilości ozonu” – tłumaczy Mills.

O jakich skutkach mowa? Większa ilość promieniowania ultrafioletowego docierająca na Ziemię nie tylko zwiększa ryzyko zapadnięcia na nowotwory skóry, ale również może przyczynić się do pojawienia większej liczby mutacji genetycznych wszystkich żywych organizmów.

Co gorsza, w przypadku lokalnego konfliktu nuklearnego ubytek ozonu mógłby być znacznie większy niż do tej pory przewidywano. W 1985 roku Amerykanie policzyli, że globalna nuklearna wojna, w której użyto by ładunków o mocy tysięcy megaton trotylu, doprowadziłaby do uszczuplenia warstwy ozonu nad półkulą północną zaledwie o 17 proc., a strata ta zostałaby odbudowana w trzy lata. Dlaczego w ciągu 23 lat sytuacja się tak zmieniła? “W 1985 roku nie uwzględniano w ogóle wzrostu ilości gazów cieplarnianych i nagrzewania się stratosfery” – tłumaczy Brian Toon, współautor badań.

Źródło: Dziennik

Zagłada nadejdzie z kosmosu?

Kwiecień 16, 2008

Jednym z możliwych scenariuszy końca świata jest uderzenie w naszą planetę meteorytu, lub komety. Naukowcy już wiele lat temu zdali sobie z tego sprawę, dlatego obiekty, które w przyszłości mogą stanowić zagrożenie dla Ziemi są stale monitorowane. Jednak na chwilę obecną Ziemia jest praktycznie bezbronna, nie istnieją bowiem żadne sprawdzone metody, które mogłyby ochronić nas przed taką katastrofą.

Krater

Wielu ludzi nawet nie zdaję sobie sprawy, że tak naprawdę nasza planeta jest nieustannie bombardowana ogromną ilością odłamków skalnych. Badania Petera Browna z uniwersytetu stanowego Zachodniego Ontario dowodzą, że nad naszymi głowami trwa prawdziwa kanonada. Średnio raz w miesiącu w Ziemię uderza skalny odłamek wielkości piłki nożnej, który wybucha w górnych warstwach atmosfery z siłą 300 ton trotylu. Raz w roku nad naszymi głowami rozrywa się kilkumetrowy głaz, a siła jego eksplozji odpowiada detonacji 5 kiloton trotylu. W każdym dziesięcioleciu na kursie Ziemi trafia się dziesięciometrowa planetoidka, która wybucha z siłą 50 kiloton (tyle mają typowe ładunki jądrowe w arsenałach USA i Rosji).

W historii naszej planety prawdopodobnie nie raz dochodziło do kolizji z dużo większymi obiektami, jeden z nich prawdopodobnie przyczynił się do zagłady dinozaurów, ok. 65 mln lat temu. Do największej katastrofy naszego wieku doszło 30 czerwca 1908 roku. O godzinie 7:17 czasu miejscowego, w odległej części Syberii mieszkańcy okolicznej rzeki pod Kamienna Tunguska zobaczyli na porannym niebie olbrzymią kule ognistą. Po eksplozji uniósł się w górę słup ognia i czarnego dymu. Gwałtowny podmuch gorącego powietrza wywracał ludzi i zwierzęta, wybijał szyby w oknach. Ewenkowie, rdzenni mieszkańcy Syberii, opowiadali później, że stracili wiele reniferów i psów. Drzewa zostały powywracane na obszarze ponad tysiąca kilometrów kwadratowych. Niezwykłe zjawiska zaobserwowano nawet w Europie. Odgłosy wybuchu słyszano na obszarze blisko miliona kilometrów kwadratowych, a sejsmografy zarejestrowały drgania skorupy ziemskiej w odległości ponad 800 km na południe od miejsca katastrofy. Stacje meteorologiczne w całej Syberii doniosły o przejściu fali uderzeniowej, która 5 godzin później dotarła do Anglii. Fala ta okrążyła glob ziemski i została zarejestrowana na Syberii ponownie po upływie 24h. Światło słoneczne, odbijające się od pyłu wyrzuconego do stratosfery, przez kilkanaście nocy oświetlało Europę i Azję.

Obecnie najbardziej niebezpieczną asteroidą zagrażającą naszej planecie jest Apophis – ciało niebieskie o średnicy około 150 metrów, prawdopodobieństwo jego zderzenia z Ziemią wynosi 1 do 45 tysięcy. W 2029 r. Apophis zbliży się na tyle do orbity ziemskiej, że przyciąganie naszej planety może zmienić tor jego lotu i znacznie zwiększyć to prawdopodobieństwo. Gdyby doszło do uderzenia, nastąpiłoby ono 13 kwietnia 2036 r. Eksplozja w momencie zderzenia z Ziemią – choć Apophis jest ledwie asteroidą średniej wielkości – miałaby siłę wystarczającą do unicestwienia miasta wielkości Londynu.

Japońscy naukowcy opracowali komputerową symulację przedstawiającą uderzenie meteorytu w Ziemię, można ją obejrzeć na poniższym filmiku.

Na kolejnym wideoklipie stworzonym przez NASA, możemy obejrzeć m.in. symulację uderzenia meteorytu sprzed 65 mln lat.

W Australii powstała pierwsza na świecie fabryka do przetwarzania i magazynowania dwutlenku węgla. Fabryka znajduję się w południowo-zachodniej Wiktorii i została stworzona do przetworzenia 100,000 ton dwutlenku węgla.

Dwutlenek węgla jest magazynowany pod ziemią, na głębokość 2km w naturalnie utworzonym zbiorniku. Australijski rząd ma nadzieję, że dzięki temu rozwiązaniu uda się znacznie obniżyć emisję gazów cieplarnianych.