Niestabilna orbita Merkurego

Kwiecień 30, 2008

Wewnętrzny Układ Słoneczny, wobec silnego wpływu grawitacyjnego Jowisza, nie jest tak stabilny jak na początku myśleliśmy – informują dwa nowe artykuły opublikowane na łamach czasopism “Icarus” oraz “Astrophysical Journal”.

Ostatnie dni przyniosły dwa nowe artykuły omawiające stabilność orbit planet bliskich Słońcu. Wyniki swoich komputerowych symulacji opisał w czasopiśmie “Icarus” Jacques Laskar z Paris Observatory, a swoje wyniki w “Astrophysical Jorunal” przedstawili Konstantin Batygin i Gregory Laughlin z University of California z Santa Cruz.

Najpierw złe wieści. Z obu symulacji wynika, że w długiej skali czasowej orbita Merkurego wcale nie jest tak stabilna jak przypuszczano wcześniej. Planeta ta już porusza się o orbicie, która jest spłaszczona w stopniu największym ze wszystkich planet (nie liczymy planety karłowatej – Plutona). OFE Olsztyn Co więcej obliczenia pokazują, że jej spłaszczenie, na skutek perturbacji grawitacyjnych Jowisza, może wzrastać.

Poważne problemy zaczną się, gdy orbita Merkurego zacznie przecinać się z orbitą Wenus. Symulacje pokazują wtedy cztery tragiczne scenariusze: Merkury może spaść na Słońce, może zostać wyrzucony z Układu Słonecznego, może zderzyć się z Wenus i, co najgorsze, może zderzyć się z Ziemią powodując najbardziej tragiczny kataklizm w jej dziejach.

Teraz dobre wieści. Z obliczeń wynika, że w czasie najbliższych 5 miliardów lat jest tylko 1% szans, ze orbita Merkurego wydłuży się na tyle, że sięgnie swoim aphelium orbity Wenus. Mamy więc 99% szans, że nic poważnego nam nie grozi.

Źródło: Wirtualna Polska

Czarnobyl – klątwa piołunu

Kwiecień 23, 2008

Opuszczone budynki, porzucone w pośpiechu przedmioty codziennego użytku, wszędzie bujna, przesadnie zielona roślinność wdzierająca się w głąb pustego miasta, w którym czas się zatrzymał. Wbrew pozorom nie jest to opis kadru jednej z najnowszej produkcji filmowej, miasto o którym mowa nazywa się Prypeć i jest położone 4km od elektrowni jądrowej Czernobylskaja. 27 kwietnia 1986, dzień po katastrofie w Czarnobylu, zapadła decyzja o ewakuacji miasta. Około 50 tysięcy mieszkańców do godz. 16:30 musiało opuścić swoje domy. Podobny los spotkał mieszkańców wszystkich okolicznych wiosek i miasteczek.

Czarnobyl

Dnia 26 kwietnia 1986 doszło do popełnienia przez człowieka jednego z największych, najbardziej kosztownych i opłakanych w skutkach błędów w historii ludzkości. Wszystko zaczęło sie dzień wcześniej. Zespół pracowników elektrowni szykował sie do przeprowadzenia niebezpiecznego testu, który miał pokazać czy i jak długo reaktor numer 4 elektrowni atomowej w Czarnobylu jest w stanie pracować bez zasilania. Eksperyment rozpoczął się w nocy z 25 na 26 kwietnia około godziny pierwszej, a o godzinie 1:23 nastąpił pierwszy wybuch. Spowodował go gwałtowny wzrost mocy i temperatury po wsunięciu z powrotem prętów kontrolnych, gdy obsługa zorientowała sie, że doświadczenie nie przebiega po ich myśli. “Usłyszeliśmy, albo raczej poczuliśmy wstrząs, tak jakby ktoś dla kawału popchnął krzesło, takie lekkie puknięcie. Jakieś 10 minut później włączył się alarm oznajmiający wysoki poziom promieniowania.” Na tablicy kontrolnej gdzie na ogół paliło się 150 lampek, kilka sekund po wybuchu zapaliło się 100 kolejnych. Później lampki zgasły, zaległa cisza.

Straż pożarna w Prypeci odebrała dramatyczne wezwanie: “Wszystkie wozy operacyjne wyjeżdżać! – Taneczka przyjedź natychmiast nasza elektrownia się pali. – O Boże! – Halo, tu VPCh 2 – Co się tam pali? – W głównym budynku nastąpił wybuch. Pali się blok 3 i 4. – Czy są tam ludzie? – Tak. – Leonid Aleksiejew. – Z powodu eksplozji pali się dach bloku 3 i 4. – Połącz mnie z Uriewem. – Operator VPCh 2 z Prypeci opowiedział mi co się stało. – Połącz mnie z Denisenką. – Dobrze, poślę Iwankowo i Paleskoje. Mam posłać wszystkich? – Tak, wszystkich, poślij wszystkich Tatiana.” Paniki jednak nie było, raczej straszny bałagan. Nikt nie wiedział co się stało, nikt nie wiedział co robić. Nie uczono jak postępować w razie wybuchu reaktora. Powód? Wybuch uznawano za niemożliwy. Większość z tych strażaków, którzy pierwsi przystąpili do usuwania skutków wybuchu zmarła na skutek choroby popromiennej.

Nie wiadomo do końca jak dużo ludzi zmarło z powodu promieniowania, oficjalne raporty mówią o od 300 do 300.000 ofiar, nieoficjalne źródła podwyższają tą liczbę do 400.000, jednak ostateczna liczba ofiar prawdopodobnie nigdy nie zostanie poznana. Obecnie największym problemem jest alarmujący stan zbudowanego w pośpiechu, zaraz po katastrofie sarkofagu, który zabezpiecza przed dalszym przedostawaniem się radioaktywnych substancji do środowiska. Stan uszkodzeń betonowej skorupy jest na tyle poważny, że grozi zawaleniem. Na szczęście rozpoczęto już budowę nowego sarkofagu, która potrwa około 5 lat.

Źródło: czarnobyl.c10.pl, wiadomości24.pl

Strony na których można znaleźć więcej szczegółowych informacji na temat katastrofy w Czarnobylu:
http://czarnobyl.c10.pl/
http://greenworld.serwus.pl/czarnobyl/czarnobyl.htm
http://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_w_Czarnobylu
http://www.stara.kawiarenka.pl/ghosttown/
http://www.eksel.user.icpnet.pl/opowiadania/4miszmasz/czarnobyl.php

Gdyby państwa posiadające stosunkowo niewielki arsenał nuklearny, takie jak np. Indie czy Pakistan, postanowiły użyć swych bomb atomowych, skutki tych wybuchów odczułby cały świat – ostrzegają naukowcy z University of Colorado na łamach “Proceedings of the National Academy of Sciences”. Zespół pod kierunkiem Michaela Millsa postanowił odpowiedzieć na pytanie: co by się stało, gdyby dwa kraje odpaliły po 50 bomb atomowych wielkości tej, która uderzyła w Hiroszimę?

 Wybuch jądrowy

Według symulacji komputerowych zasadniczym skutkiem wojny nuklearnej byłyby ogromne pożary terenów miejskich, dzięki którym do stratosfery (15 – 55 km nad powierzchnią Ziemi) dostałoby się ok. 5 mln ton sadzy. Sadza zaabsorbowałaby część promieniowania ultrafioletowego, co doprowadziłoby do ogrzania znajdujących się w powietrzu gazów. W rezultacie doszłoby do ciągu normalnie niezachodzących reakcji chemicznych, w czasie których tlenki azotu zaczęłyby oddziaływać z tlenem.

A to doprowadziłoby do dramatycznego spadku ilości ozonu w atmosferze. Naukowcy obliczyli, że na średnich szerokościach geograficznych ilość ozonu w stratosferze zmniejszyłaby się od 20 do 40 proc. Na północy byłoby znacznie gorzej – tam warstwa ozonu byłaby od 50 nawet do 70 proc. mniejsza. Co gorsza, spadek ten utrzymywałby się długo. “Symulacja pokazała, że większość ubytku utrzymywałaby się przez 5 lat, a przez 5 kolejnych nadal odczuwalibyśmy skutki zmniejszonej ilości ozonu” – tłumaczy Mills.

O jakich skutkach mowa? Większa ilość promieniowania ultrafioletowego docierająca na Ziemię nie tylko zwiększa ryzyko zapadnięcia na nowotwory skóry, ale również może przyczynić się do pojawienia większej liczby mutacji genetycznych wszystkich żywych organizmów.

Co gorsza, w przypadku lokalnego konfliktu nuklearnego ubytek ozonu mógłby być znacznie większy niż do tej pory przewidywano. W 1985 roku Amerykanie policzyli, że globalna nuklearna wojna, w której użyto by ładunków o mocy tysięcy megaton trotylu, doprowadziłaby do uszczuplenia warstwy ozonu nad półkulą północną zaledwie o 17 proc., a strata ta zostałaby odbudowana w trzy lata. Dlaczego w ciągu 23 lat sytuacja się tak zmieniła? “W 1985 roku nie uwzględniano w ogóle wzrostu ilości gazów cieplarnianych i nagrzewania się stratosfery” – tłumaczy Brian Toon, współautor badań.

Źródło: Dziennik

Zagłada nadejdzie z kosmosu?

Kwiecień 16, 2008

Jednym z możliwych scenariuszy końca świata jest uderzenie w naszą planetę meteorytu, lub komety. Naukowcy już wiele lat temu zdali sobie z tego sprawę, dlatego obiekty, które w przyszłości mogą stanowić zagrożenie dla Ziemi są stale monitorowane. Jednak na chwilę obecną Ziemia jest praktycznie bezbronna, nie istnieją bowiem żadne sprawdzone metody, które mogłyby ochronić nas przed taką katastrofą.

Krater

Wielu ludzi nawet nie zdaję sobie sprawy, że tak naprawdę nasza planeta jest nieustannie bombardowana ogromną ilością odłamków skalnych. Badania Petera Browna z uniwersytetu stanowego Zachodniego Ontario dowodzą, że nad naszymi głowami trwa prawdziwa kanonada. Średnio raz w miesiącu w Ziemię uderza skalny odłamek wielkości piłki nożnej, który wybucha w górnych warstwach atmosfery z siłą 300 ton trotylu. Raz w roku nad naszymi głowami rozrywa się kilkumetrowy głaz, a siła jego eksplozji odpowiada detonacji 5 kiloton trotylu. W każdym dziesięcioleciu na kursie Ziemi trafia się dziesięciometrowa planetoidka, która wybucha z siłą 50 kiloton (tyle mają typowe ładunki jądrowe w arsenałach USA i Rosji).

W historii naszej planety prawdopodobnie nie raz dochodziło do kolizji z dużo większymi obiektami, jeden z nich prawdopodobnie przyczynił się do zagłady dinozaurów, ok. 65 mln lat temu. Do największej katastrofy naszego wieku doszło 30 czerwca 1908 roku. O godzinie 7:17 czasu miejscowego, w odległej części Syberii mieszkańcy okolicznej rzeki pod Kamienna Tunguska zobaczyli na porannym niebie olbrzymią kule ognistą. Po eksplozji uniósł się w górę słup ognia i czarnego dymu. Gwałtowny podmuch gorącego powietrza wywracał ludzi i zwierzęta, wybijał szyby w oknach. Ewenkowie, rdzenni mieszkańcy Syberii, opowiadali później, że stracili wiele reniferów i psów. Drzewa zostały powywracane na obszarze ponad tysiąca kilometrów kwadratowych. Niezwykłe zjawiska zaobserwowano nawet w Europie. Odgłosy wybuchu słyszano na obszarze blisko miliona kilometrów kwadratowych, a sejsmografy zarejestrowały drgania skorupy ziemskiej w odległości ponad 800 km na południe od miejsca katastrofy. Stacje meteorologiczne w całej Syberii doniosły o przejściu fali uderzeniowej, która 5 godzin później dotarła do Anglii. Fala ta okrążyła glob ziemski i została zarejestrowana na Syberii ponownie po upływie 24h. Światło słoneczne, odbijające się od pyłu wyrzuconego do stratosfery, przez kilkanaście nocy oświetlało Europę i Azję.

Obecnie najbardziej niebezpieczną asteroidą zagrażającą naszej planecie jest Apophis – ciało niebieskie o średnicy około 150 metrów, prawdopodobieństwo jego zderzenia z Ziemią wynosi 1 do 45 tysięcy. W 2029 r. Apophis zbliży się na tyle do orbity ziemskiej, że przyciąganie naszej planety może zmienić tor jego lotu i znacznie zwiększyć to prawdopodobieństwo. Gdyby doszło do uderzenia, nastąpiłoby ono 13 kwietnia 2036 r. Eksplozja w momencie zderzenia z Ziemią – choć Apophis jest ledwie asteroidą średniej wielkości – miałaby siłę wystarczającą do unicestwienia miasta wielkości Londynu.

Japońscy naukowcy opracowali komputerową symulację przedstawiającą uderzenie meteorytu w Ziemię, można ją obejrzeć na poniższym filmiku.

Na kolejnym wideoklipie stworzonym przez NASA, możemy obejrzeć m.in. symulację uderzenia meteorytu sprzed 65 mln lat.

Zdaniem ekspertów z Uniwersytetu Stanu Colorado, w tym roku liczba huraganów i sztormów tropikalnych nad Atlantykiem będzie nieco większa od przeciętnej, jednak daleka od rekordów.

koniec świata - huragan Isabel
Huragan Isabel

W wywiadzie dla Reutera eksperci z Colorado, znani z precyzyjnych prognoz długoterminowych na temat groźnych zjawisk meteorologicznych powstających w porach ciepłych nad oceanami, przewidują powstanie w tegorocznym sezonie 13 sztormów tropikalnych i 7 huraganów, a tym 3 super-huragany, o prędkości co najmniej 178 km na godzinę.

Liczba taka jest wyższa od średniej rocznej, która dla sześciomiesięcznego, trwającego od 1 czerwca do 30 listopada, sezonu huraganów nad środkowym Atlantykiem wynosi sześć huraganów i 10 sztormów tropikalnych.

Jest ona jednocześnie znacznie niższa od rekordowego roku 2005, kiedy to uformowało się aż 28 tropikalnych sztormów, z których wiele przekształciło się w huragany, w tym jeden, o imieniu “Katrina”, miał wyjątkową siłę i spowodował wielką liczbę ofiar i olbrzymie straty.

Tegoroczne prognozy są zbliżone do wyniku z roku ubiegłego, który był również groźniejszy od średniej wieloletniej i przyniósł 14 sztormów tropikalnych, z których sześć przekształciło się w huragany.

Oficjalna, skorygowana i zaktualizowana prognoza zespołu ekspertów z Colorado, na czele którego stoi prof. Bill Gray, pionier huraganowych prognoz długoterminowych, ma być przedstawiona 8 kwietnia na Bahamach, które bardzo często leżą na szlakach wędrówek ciepłych sztormów.

W wywiadzie dla Reutera Gray przypomniał, że rosnąca liczba huraganów wiąże się z ocieplaniem górnych warstw wód oceanicznych i ogólnym ocieplaniem klimatu. Podkreślił też, że w tym roku na szczęście nie należy spodziewać się zjawiska El Nino, czyli znacznego ocieplenia wód wschodniego Pacyfiku, co zwykle potęguje występowanie huraganów nad Atlantykiem.

Źródło: Wirtualna Polska

W Australii powstała pierwsza na świecie fabryka do przetwarzania i magazynowania dwutlenku węgla. Fabryka znajduję się w południowo-zachodniej Wiktorii i została stworzona do przetworzenia 100,000 ton dwutlenku węgla.

Dwutlenek węgla jest magazynowany pod ziemią, na głębokość 2km w naturalnie utworzonym zbiorniku. Australijski rząd ma nadzieję, że dzięki temu rozwiązaniu uda się znacznie obniżyć emisję gazów cieplarnianych.

Podczas szczytu Międzynarodowego Banku Rozwoju, który odbył się w Miami meksykański klimatolog i noblista, Mario Molina przedstawił swoją teorie na temat skutków globalnego ocieplenia. Molina twierdzi, że jeśli średnia temperatura na Ziemi wzrośnie o ponad dwa i pół stopnia, skutki tych zmian prawdopodobnie będą nieodwracalne.

Globalne ocieplenie

Jego scenariusz jest możliwy, bo jak prognozują klimatolodzy ONZ, do końca wieku ziemskie temperatury wzrosną od dwóch do nawet czterech stopni. Meksykański naukowiec nie podał szczegółów dotyczących ewentualnych zmian, jednak naukowcy zwykle mówią o wyginięciu wielu gatunku i licznych klęskach żywiołowych.

Zdaniem Moliny jest całkiem prawdopodobne, że na Ziemi szybciej zabraknie atmosfery niż ropy naftowej.

Źródło: Wirtualna Polska

Przeważnie wyobrażamy sobie koniec świata jako zniszczenie całej planety, globalny kataklizm, uderzenie meteorytu, serie klęsk żywiołowych. Jednak świat może zakończyć swoje istnienie na tysiące innych sposobów, wiele z nich jeszcze kilkanaście lat temu wydawało nam się mało prawdopodobne. Mimo iż od kilkudziesięciu lat powstają wizje końca świata z udziałem maszyn, mało, kto brał je za realne zagrożenie dla ludzkości, a przynajmniej nie w najbliższej przyszłości. Jednak biorąc pod uwagę obecne tempo rozwoju techniki zagrożenie to z roku na rok staje się, coraz bardziej prawdopodobne.

Matrix
Matrix

Według Raymonda Kurzweila amerykańskiego wynalazcy, do 2020 roku powstanie kompletny model ludzkiego mózgu, do tego czasu powstanie też komputer dysponujący pamięcią dorównującą człowiekowi, już teraz firma IBM pracuję nad stworzeniem mechanizmu imitującego działanie 10 tyś. neuronów kory mózgowej. W roku 2029 inteligencja komputera przewyższy ludzką, a do 2045 r. będzie milion razy sprawniej przetwarzać informacje niż ludzka. Na chwile obecną naukowcy dysponują modelami matematycznymi symulującymi działanie kilkunastu obszarów mózgu.

W opublikowane w 1986 roku książce Engines of Creation pionier nanotechnologii Eric Drexler przedstawia hipotetyczny scenariusz, w którym samoreplikjuące nanomechanizmy wyrywają się spod kontroli i przekształcają całą biosferę w swoje kopie, zabijając wszystko, co żyje na Ziemi. Tak zwana Szara maź (ang. grey goo) składająca się z sztucznie wyprodukowanych przez człowieka nanomechanizmów może mieć znaczną przewagę nad naturalnymi bakteriami i roślinami, a uwolnienie ich do atmosfery spowodowałoby błyskawiczne wyparcie przez nie wszelkiego życia.

W 2005 roku naukowcy z Cornell University w Ithaca zaprezentowali prototyp robota, który potrafi budować z części zamiennych swoje kopie. Konstrukcja składa się z kilku sześciennych bloków. Każdy z nich posiada plany konstrukcyjne całego robota, a także elektryczne sensory do kontaktu z sąsiadami i magnesy do łączenia bloków. Docelowo amerykańscy naukowcy chcą stworzyć roboty składające się z setek lub tysięcy identycznych modułów. Takie urządzenia mogłyby dokonywać samodzielnej rekonfiguracji pod kątem aktualnie wykonywanych zadań, adaptować się do panujących warunków i dokonywać samodzielnych napraw.

Samokopiujący się robot


Actroid – prawie jak żywy

BigDog – najbardziej zaawansowany robot kroczący

Delfy II – jeden z najmniejszych na świecie robotów latających

RHex – bardzo mobilny robot

RiSE – wspinający się robot

Przedstawione powyżej roboty raczej nie są w stanie zagrozić ludzkości, jednak mając na uwadze to, że zgodnie z prawem Moore’a moc obliczeniowa komputerów podwaja się, co półtora roku, sytuacja może się diametralnie zmienić wciągu kilku lat.

Źródło: Wprost, Internet